O tym jak poniosłam porażkę 

Czy ktoś powiedział Ci kiedyś: „Brawo. Udało Ci się ukończyć 30% zadania, teraz możesz przestać”? Wiem, że teoretycznie nie ma to sensu, ale jednak ja znalazlam w swojej porażce wiele sukcesów.

99 kwadratów

Na początku roku postanowiłam, że codziennie zrobię na szydełku jeden nowy granny square. Pierwszy miesiąc tego zadania upłynął mi bardzo przyjemnie, ale wraz z upływem czasu moje chęci słabły, a narastała frustracja. Mogłoby się wydawać, że brakuje mi silnej woli i zwykle zgodziłabym się z tym stwierdzeniem, ale nie tym razem. Zanim się poddałam wiele myślałam o moim postanowieniu.

Dlaczego się poddałam

Mimo, że przez to nietypowe wyzwanie uczyłam się codziennie codziennie nowych technik szydełkowania, to jednak znajdowanie nowych wzorów zajmowało mi coraz więcej czasu. Na dodatek mimo, że istnieje wiele pięknych wzorów, to są one baaaaardzo czasochłonne. Doszłam do wniosku, że jeśli cały czas będę się tylko uczyć to nie będę miała kiedy wykorzystać tej wiedzy w praktyce. Postanowiłam więc zająć się bardziej wymagającymi projektami, o których niedługo opowiem.

Porażka-nieporażka

Jakie wnioski wyciągnęłam dla siebie na przyszłość? Nie zawsze poddanie się jest porażką. Nie jesteśmy w stanie robić wszystkiego co nam przyjdzie do głowy, bo zwyczajnie nie starczy nam czasu i energii. To co wydawało nam się fajne i pasjonujące kilka miesięcy temu dzisiaj może być już nieaktualne, bo zmieniliśmy się my i nasze otoczenie. Nie ma sensu tkwić w czymś bez sensu kiedy moglibyśmy realizować wtedy większe cele.
Wiem, że piszę tutaj o bardzo błahej sprawie, ale wierzę, że ma to także przełożenie na inne wymiary naszego życia. Co o tym sądzisz? Umiesz się poddać czy gdy już coś postanowisz to zawsze dążysz do celu?
*Wszystkie kwadraty możesz obejrzeć na moim Instagramie.